poniedziałek, 14 października 2013

Montmartre

Mieszkam przy Stadionie Dziesięciolecia. Nie, to nie żart; jako Prażanka doskonale pamiętam to, co działo się na zbiegu Alei Zielenieckiej i Grochowskiej, wszystkie tunele, budki z najlepszymi hamburgerami i chińszczyzną. Podobno na Stadionie Dziesięciolecia można było kupić wszystko, a szczególnie kałasznikowy.

Teraz zaplanowany nieład ciuchów, walizek i emigrantów najróżniejszej maści odradza się na rogu Boulevard de Rochechouart i Rue de Clignancourt, przy której mieszkam; za 2€ możecie tam kupić wszystko - od wieszaków na ubrania po buty z "prawdziwej bawełny" (w sam raz na paryską "prawdziwą zimę"). Więc zaczynam sobie mieszkać w dzielnicy, której pierwszy upadek przywiódł na nią artystów, a kryzys ekonomiczny - pozostawił samym sobie starszych, coraz bardziej popadających w katatoniczne szaleństwo ludzi. I tylko Sacre-Cœur przypomina, że 18eme arrondissement to jedno z najbardziej uczęszczanych miejsc ze względu na neisamowity widok, rozpościerający się na stolicę Francji. 

Droga na Montmartre była intensywnym wspinaniem się; dość napisać, że znalazłam ten mieszkanio-pokój w cztery dni (kolejny rekord). Pierwsze trzy dni zagęszczone były postaciami, które częściej spotyka się w filmach, niż w życiu: szaloną starszą panią, która miała do wynajęcia różowo-biały pokój (brakowało tam tylko bujanego konia i pozytywki przy lampce nocnej); Paryżanina około pięćdziesiątki, który zapytał, czy chciałabym korzystać z kuchni w mieszkaniu, gdzie miałabym żyć, gdyż powodowałoby to zamieszanie; wreszcie - ukoronowaniem najbardziej nieznośnego rodzaju absurdu było spotkanie ze współlokatorką właścicielki mieszkania, która, dowiedziawszy się, że pochodzę z Warszawy, przewróciła tylko oczami. Ona była z Krakowa. I był to właściwie koniec rozmowy na temat wynajmu.

Ale jestem na Montmartrze, nie muszę myśleć już o tym, co działo się przez ostatni ponad-tydzień, od listopada mogę zacząć względnie normalnie żyć. Tylko, cholera, co to właściwie znaczy.

1 komentarz:

  1. Krakowiacy już tak mają... dlatego zapewnie dobrze odnajdą się w Paryżu. Ja bym brała różowy:)

    OdpowiedzUsuń