środa, 23 października 2013

Paris, Paris?

Mieszkając w Paryżu można nie wiedzieć, że mieszka się w Paryżu. Szczególnie, jeśli waszą jedyną trasą jest tylko ta dom-praca i praca-dom, w porywach jesteście w stanie wyskoczyć na szybkie zakupy do MonoPrix, FranPrix, Carrefour czy też LeaderPrice (zapomnijcie o Alimentation Generale, a już na pewno nigdy nie kupujcie tam serów), poruszacie się wyłącznie metrem (bo najszybciej) i wasz tryb życia waha się między byciem mnichem lub zombie (niewłaściwe skreślić). 

Korzystając z pięknych, słonecznych dni staram się więc spacerować nad Sekwaną lub bywać w okolicy Le Marais. Le Marais, dzielnica gejowsko-żydowska, chociaż nieco pogardliwie traktowana przez część mieszkańców miasta (jest zbyt chick) posiada niesamowitą energię - energię młodości, witalności, odrobiny szaleństwa. Czyli wszystko, czego brakuje stereotypowemu obrazowi Paryża. Warto zabrnąć tam szczególnie w poszukiwaniu ciuchów - ilość second-handów z marynarkami od Givenchy, płaszczami Burberry, ale także boa, których nie powstydziłaby się sama Liza Minelli, jest oszałamiająca. Tam też - na razie - mijałam najbardziej interesujących dla mnie ludzi.

Im dłużej tu mieszkam, tym trudniejsze to miasto się wydaje. Może wynika to z mojego etapu życia, polegającego głównie na permanentnej transformacji (marzę o końcu tegoż etapu, a to przecież dopiero początek...), a może chodzi po prostu o ilość osób, która w najróżniejszy sposób żebrze na ulicach - są ich dziesiątki (metody: na dziecko, na małego pieska, na talent muzyczny, na brak kończyny...). Staram się więc obecnie zejść Paryżowi z oczu, przynajmniej na początku adaptowania się do nowych warunków, bo po co utopić się w mieście, skoro nie potrafi się pływać (a nauka pływania była moim postanowieniem noworocznym!). 

Za jakiś czas jednak postaram się napisać o zapachach Paryża, o kategoriach osób, jeżdżących metrem, o naszych złudnych przekonaniach, związanych z Paryżem jako miastem mody... Najpierw jednak pokonam tęsknotę za Krakowem podczas Festiwalu Conrada, za warszawskimi inspiracjami intelektualnymi i za złudnym poczuciem bezpieczeństwa w Polsce (po raz pierwszy użyto przeciwko mnie argumentu, że jestem obcokrajowcem. Delikatnie pisząc, nie jest to miłe doświadczenie).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz