piątek, 31 stycznia 2014

Punkt 2.0.

Za tydzien minie szesc miesiecy, odkad pojawilam sie w Paryzu. Wtedy kierowana 'slepa' wiara w powodzenie i jasnymi planami; dzis w jakims sensie madrzejsza, w jakims sensie mniej zagubiona, w jakims - duzo bardziej. Chyba tak wyglada po prostu wolnosc, kiedy nie musisz martwic sie o egzystencje w sensie fizjologicznym, za to zastanawiasz sie glownie nad swoja egzystencja.

Przyznac jednak musze, ze to pol roku nie ma znaczenia o tyle, ze dopiero od kilku dni czuje sie na swoim miejscu. Punkt zero przydarzyl sie ponownie, czuje, ze jestem w swoim czasie i na swoim miejscu, choc nie wiem, co one przyniosa; przestaje tworzyc sobie strefe pozornego komfortu i na nowo zaczynam blakac sie po nieznanym. A nieznane w Paryzu sklada sie z:
  • niezliczonych sciezynek i restauracyjek Montmartre'u sprawiajacych, ze wieczorne powroty do siebie przemieniaja sie w przygode;
  • zimowo-niezimowej pogody, utrzymujacego sie przez kilka dni deszczu i czestej mgly, tak roznej od doswiadczen z ostatnich warszawskich zim, pelnych czerni asfaltu, bieli sniegu, a potem - szarosci blota;
  • pisania pierwszych listow od osmiu lub dziesieciu lat;
  • samotnego picia wina po dlugim czasie abstynencji i traktowanie tego jako najlepszy sposob na spedzenie piatkowego wieczou;
  • namacalnego doswiadczania czasu, przypominania snow starszych i nowszych.


Chce tu zostac, chce zostac na co najmniej rok, chociaz sprawy i rzeczy zaczynaja sie nieco komplikowac; mam nadzieje jednak, ze to, co zalezne ode mnie, da sie zrealizowac, a co nie - okaze sie ostatecznie pojsc wlasciwym torem.


1 komentarz:

  1. znalazłam kiedyś takie fajne motto po angielsku, którego dosłownie nie jestem w stanie odtworzyć, a po polsku nie brzmi aż tak dobrze: że wszystkie sprawy na samym końcu zawsze dobrze się same układają. a jeżeli nie ułożyły się dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec ;) więc powodzenia, bo nadal wiele przed Tobą!

    ada

    OdpowiedzUsuń