sobota, 7 września 2013

Une vie

Właśnie wybił pierwszy miesiąc pobytu w Paryżu.

Mam pracę oraz widoki na jeszcze inną. Ta "inna", którą zaproponował mi ojciec rodziny, z którą pracuję, polegałaby między innymi na kontaktowaniu się z ministrami Francji, dyrektorami firm komercyjnych oraz zakładów publicznych, współtworzenie pewnej konferencji w Pinakotece. Jeżeli naprawdę się uda, jeżeli nie przestraszę się poprzeczki, jaką właściwie postawiłam sobie sama poprzez przyjazd tutaj - będzie niesamowicie. Bardziej niesamowicie, niż się spodziewałam. Oczywiście, by zrównoważyć wspaniałości - nie mam jeszcze pojęcia, gdzie będę mieszkać w październiku.

Paryżem zaczyna panować jesień, cudowny międzyczas pomiędzy latem a jesienią już minął. Światło na kamienicach zrobiło się bardziej chłodne, a same budynki wyglądają teraz surowiej. Nad Sekwaną przechadza się mniej ludzi, metro jest zatłoczone w godzinach szczytu, a około 23.00 na nocną powierzchnię wychodzą najdziwniejsze - i często naprawdę niebezpieczne, przyprawiające o gęsią skórkę - typy ludzkie, niekiedy zezwierzęcone biedą, niekiedy agresją. 

Spotykam bardzo interesujących mężczyzn. Wyłącznie mężczyzn, nie spotykam żadnych kobiet. Prócz tej najważniejszej - bo Paryż zdecydowanie jest kobietą. I to stereotypowo kapryśną. Za to widzę w przechodzących obok osobach ludzi w pewien sposób mi bliskich - czasem są to zaskakujące fantasmagorie, dawno nie pomyślane osoby, które jednak siedzą gdzieś głęboko, wychodząc na powierzchnię w nieprzewidzianych momentach.

P.S. W bieżącym tygodniu ma szansę pojawić się w "GW" mój artykuł o tutejszym Festivalu d'Automne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz